poniedziałek, 2 lipca 2012

Uście Zielone - tu dalej jest Polska

TU DALEJ JEST POLSKA - UŚCIE ZIELONE, UKRAINA

Zapraszam do obejrzenia filmu z Uscia - dawne piosenki legionowe śpiewa 91 letnia staruszka. 
Nagranie z wyprawy do Uścia Zielonego na Ukrainie w dniach 19-26 czerwca 2012 roku. Piosenki legionowe w wykonaniu staruszki 91-letniej Polki od urodzenia mieszkającej w Uściu. Zapraszam do obejrzenia i wysłuchania następujących piosenek: 
1. Grzeszni ludzie zapomnieli ojcze nasz, 
2. Jedzie pan komendant jedzie samym przodem
3. Warczą karabiny i dzwonią pałasze
4. Jedzie jedzie na kasztance siwy strzelców strój
5. Raduje się serce raduje się dusza
6. Legiony to żołnierska nuta

KOMENTARZE

  • wzruszające
    autor: Stanis%u0142aw Wody%u0144ski


środa, 27 czerwca 2012

UKRAINA - ...budzimy się dziś z otchłani... - WYPRAWA DO UŚCIA ZIELONEGO

Po raz pierwszy dane mi było zobaczyć ziemię, na której prawie 200 lat temu żyli już moi przodkowie. Wspólnie z pielgrzymką zorganizowaną przez Stowarzyszenie Wspólnota Mariampolska z siedzibą we Wrocławiu wyjechałem w dniach 19-25 czerwca do Mariampola, miasteczka położonego nad malowniczym przełomem Dniestru. Wspólnie spędzone chwile z poznanymi tam ludźmi, ognisko nad urwistym brzegiem rzeki, zwiedzanie miejsc przesiąkniętych polskością, a przede wszystkim uczestnictwo we wspólnych nabożeństwach w cerki sprawiły, że żal było opuszczać te ziemię.

Główna ulica w Uściu

Widok Uścia z początku XX wieku

Jednak w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczałem, że moje dotarcie do Uścia Zielonego, oddalonego od Mariampola zaledwie o około 10 km dostarczy mnie i moim współtowarzyszom podróży tak wiele wzruszeń, a przede wszystkim pozwoli mi odnaleźć na tamtejszym cmentarzu śladów świadczących o tym, że nazwisko Strzetelski było mocno związane z tymi terenami. 

Ja razem z moim kuzynem, a wlaściwie stryjem Stanislawem Wodyńskim, którego pra babka była z domu Strzetelska

Uście Zielone to obecnie wieś, a dawniej miasteczko w rejonie monasterzyskim obwodu tarnopolskiego. W okresie II Rzeczypospolitej Uście Zielone było siedzibą gminy w powiecie buczackim. Gminę utworzono 1 sierpnia 1934 roku w ramach reformy na podstawie ustawy scaleniowej z dotychczasowych gmin wiejskich: Baranów, Bobrowniki, Jarhorów, Krasiejów, Lackie, Łazarówka, Łuka, Międzygórze, Niskołyzy, Trościaniec, Uście Zielone i Zadarów. Po II wojnie światowej obszar gminy znalazł się w granicach ZSRR.
Najstarsza mieszkanka Uścia (91 lat) - pamietająca jeszcze pieśni legionowe - Polka tam urodzona 

Według niektórych danych miejscowość ta istniała już w XIII wieku, ale pierwsza pisana wzmianka pochodzi z około 1438 roku. Była to wówczas wieś w powiecie halickim, własność Jana Koły z Dalejowa. W połowie XV wieku właścicielami byli podolscy magnaci z okolic Buczacza, zaś w I połowie XVI wieku wieś należała do wojewody podolskiego Jana Mieleckiego i nosiła nazwę Uście Różane (Horożane). Staraniem wojewody w roku 1548 król Zygmunt August nadał Uściu magdeburskie prawa miejskie ustanawiając cotygodniowe targi i doroczny jarmark, który był znany z handlu końmi. Począwszy od roku 1564 miasteczko stało się ośrodkiem starostwa, zaś w 1579 kolejny wojewoda podolski Mikołaj Mielecki ufundował w Uściu parafię katolicką. Z początkiem XVII wieku starostwo znalazło się w rękach wołoskiego rodu Mohyłów, następnie należało do trzech zięciów hospodara mołdawskiego Jeremiasza Mohyły. Około roku 1630 miasto i starostwo przeszło w posiadanie Koniecpolskich. W dobie powstania kozackiego 1648 roku mieszkańcy Uścia stworzyli oddział, który napadał na kupców i okoliczną szlachtę. Ciekawą informację znajdujemy w przekazach historycznych z czasów Jana II Sobieskiego. Otóż w roku 1686, podczas wyprawy na Wołoszczyznę przeprawiło się tutaj przez Dniestr wojsko królewskie zdążając do miejsca koncentracji pod Tłumaczem. W XVIII wieku zarówno miasto Uście jak i starostwo przechodzi w posiadanie rodziny Potockich, którzy ufundowali tu nowy barokowy kościół pod wezwaniem Świętej Trójcy. W nim to w latach 1860-1870 brat mojego pra pra pra dziadka Rafał Strzetelski był proboszczem. Po rozbiorach Polski wszelkie dobra starostwa skonfiskował rząd austriacki, a Uście straciło prawa miejskie. W końcu XIX wieku jak i w okresie między wojennym miejscowość liczyła około 2500 osób, głównie Polaków, Rusinów i Żydów. W roku 1874 w Uściu Zielonym urodził się mój stryj, brat mojego pradziadka, znany przedwojenny geolog - Jerzy Strzetelski. Do dziś zachował się jego przedwojenny paszport, w którym można to przeczytać.


Widok na Wieże kościoła i kopułę Cerkwi w Uściu

Piękny barokowy kościół, którego wysoką wieżę widać już z daleka ufundowany został przez rodzinę Potockich w roku 1718 (według innych przekazów zbudowany dopiero w 1755). Jest to trójnawowa bazylika posadowiona na planie prostokąta. Trójkondygnacyjną fasadę wieńczy krzywoliniowy fronton flankowany przez dwa kamienne wazony. Okazały portal główny zdobią zdwojone pilastry, szerokie belkowanie i rozbudowany naczółek z kartuszem herbowym. Po obu stronach wejścia znajdują się nisze z rzeźbami świętych. Świątynię otacza wysoki kamienny mur, w który wbudowana jest dzwonnica o trzech kondygnacjach, rozdzielonych masywnymi gzymsami. Po II wojnie światowej kościół został zamknięty i popadł w zapomnienie. Dopiero w latach 90-tych XX wieku, z inicjatywy polskiego duchownego i działacza kresowego ks. Ludwika Rutyny kościół został wyremontowany i zwrócony wiernym. Obecnie obsługiwany jest przez księdza przyjeżdżającego raz na parę tygodni z Buczcza. We wsi znajduje się też piękna cerkiew pod wezwaniem Soboru Bogarodzicy wzniesiona w roku 1892. Jej okrągła kopuła widoczna jest przy wjeździe do wsi.
Główny fronton kościoła w Uściu

Dzwonnica kościelna

Mieszkanki Uścia Zielonego

Obecnie wieś liczy niewiele ponad 500 mieszkańców, głównie osób starszych. W okresie II wojny światowej na terenie Uścia Zielonego miały miejsce zbiorowe mordy – w lutym 1945 roku oddziały UPA oraz bojówki OUN zabiły 133 osoby, głównie Polaków. Według świadectw zgromadzonych przez Stowarzyszenie Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (UOZUN) pierwszymi Polakami zabitymi przez nacjonalistów ukraińskich w Uściu Zielonym było dwóch policjantów (w tym komendant miejscowego posterunku Policji Państwowej oraz lekarz Włodzimierz Petryk. Pod koniec lipca 1939 roku zostali oni zwabieni do lasu pod pozorem przyjścia z pomocą rannemu człowiekowi i tam zabici. Śledztwo wykazało, że zbrodni dokonała OUN. Podczas okupacji niemieckiej, w listopadzie 1943 oraz w lutym 1944 roku bojówki OUN i UPA dwukrotnie napadały na plebanię we wsi. Podczas drugiego napadu ograbiono także kilkanaście domów polskich i aptekę oraz zabito aptekarza. Proboszcz ks. Piotr Sokołowski przeżył (podczas pierwszego napadu ukrył się za kotarą) i po drugim napadzie wraz z wikarym Góreckim i 115 parafianami ewakuował się do Stanisławowa. Pozostała w Uściu Zielonym ludność polska zorganizowała samoobronę, która podczas drugiej okupacji sowieckiej przekształciła się w Istriebitielnyj Batalion (IB). Spowodowało to napływ do Uścia Zielonego polskich uchodźców z zagrożonych przez UPA okolicznych wsi. W listopadzie 1944 roku na wieś napadły bojówki UPA. IB stawił opór. Atak odparto, lecz zginęło 9 członków IB oraz 7 osób cywilnych, 10 osób było rannych. 2 lutego 1945 roku UPA uderzyła ponownie. Walki trwały prawie całą noc. Do niewoli dostało się wiele osób, w tym kilkunastu żołnierzy IB, których rozebrano do naga i wyprowadzono na zamarznięty Dniestr. Tam strzelano im pod nogi, następnie żywych, rannych i martwych zepchnięto pod lód. Łącznie zabito 133 osoby, około 30 było rannych. Wśród ofiar byli także Ukraińcy, w tym Sławko Hołub zabity za odmowę przyłączenia się do UPA. Ustalono nazwiska 35 zamordowanych, pozostałych ofiar nie udało się zidentyfikować, gdyż byli to głównie uchodźcy nieznani mieszkańcom Uścia Zielonego.

Swojski widok przy wieździe do Uścia

Moja wyprawa do Uścia rozpoczęła się dzień wcześniej w Mariampolu, gdzie poznałem dwóch Stanisławów – późniejszych współtowarzyszy mojej wyprawy. Stanisław Tomczak okazał się być przemiłym, bardzo sympatycznym człowiekiem, dzięki któremu podróż samochodem do Uścia wcale nie była nudna lecz pełna niespodzianek i zachwycających widoków leniwie mijanych lasów i łąk. Drugi z nich Stanisław Wodyński – starszy, będący w wieku mojego ojca pan - jak się okazało spokrewniony prze swoją prababkę zd. Strzetelską mój kuzyn -  przy bliższym poznaniu dał się poznać wspaniałym gawędziarzem i znawcą historii Kresów.

Ja ze Stanisławem Wodyńskim w Mariampolu przed wyruszeniem do Uścia. 
Piękny widok Dniestru w dole. 
  
Z biciem serca zbliżaliśmy się do Uścia, z daleka podziwiając błyszczącą wieżę Cerkwi i górującą nad miastem wieżę kościoła. Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce i chcieliśmy zobaczyć odnowiony kościół od środka okazało się, że jest zamknięty na kłódkę. Tamtejsi ludzie poinformowali nas, że raz w miesiącu przyjeżdżają do Uścia księża z Buczacza aby otworzyć kościół, przewietrzyć go i być może odprawić mszę. Katolików w Uściu już nie ma, a utrzymanie kościoła jest kosztowne. I tak piękna odnowiona bryła kościoła Świętej Trójcy, w którym brat mojego praprapra dziadka - Rafał Strzetelski był proboszczem niszczeje. Czynna jest jedynie cerkiew, której kopułę widać już z daleka.
Ludzie chociaż żyją tam biednie są nastawieni bardzo przyjaźnie do przybyszów i chętnie udzielają wszelkich informacji. Żyją tam jeszcze ci, którzy urodzili się w Uściu w latach 20-tych XX wieku. Dzięki ich opowieściom udało się nam utrwalić na taśmie opowiadania o czasach odchodzących już w zapomnienie, czasach o których starsza, przeszło 90-letnia, pełna radości i wigoru staruszka opowiadała z wielkim zapałem i rozrzewnieniem. Ciągły, mimo zmęczenia uśmiech na jej twarzy oraz dobrotliwe spojrzenie dopełniało widoku. Jednak najlepsze przyszło dopiero później – starsza pani roześmiała się serdecznie i zaczęła śpiewać, piękną polszczyzną stare, legionowe pieśni. Jakże plastycznie brzmiały w jej ustach słowa – …warczą karabiny i dzwonią pałasze…” a z daleka widać było Piłsudskiego, który znowu rusza w pole razem ze swoimi strzelcami. Słowa powitania – witaj, witaj komendancie miły wodzu mój… - niosły się ponad gdakającymi w oddali kurami i szumem wszechobecnego wiatru. Największe wzruszenie ogarnęło mnie jednak przy słowach kolejnej pieśni, słowach które zaśpiewane na tej umęczonej ziemi zabrzmiały jak wyrzut sumienia-
 ”Grzeszni ludzie zapomnieli - Ojcze nasz
Budzimy się dziś z otchłani – Ojcze nasz
Daj nam jutrznię jasną, złotą
Z krwi i potu obmyj rosą
Prowadź w pole choćby boso – Ojcze nasz…..

Słowa tej pieśni do teraz dźwięczą mi w uszach.
Ludzie tam żyjący mimo wielu lat zastraszenia, totalitarnego systemu i prób sowietyzowania zachowali w swoich sercach i pamięci dawną Polskę


Widok na zarośnięty cmentarz w Uściu Zielonym 

Kontynuując poszukiwania moich korzeni, na koniec pobytu w Uściu poszliśmy na cmentarz. Tam w dawnej części polskiej nekropolii znajduje się sporo zachowanych w różnym stanie mogił z lat 1800-1930. Napisy na grobach zarówno w języku polskim jak i ukraińskim świadczą o tym, że ludzie Ci żyli ze sobą w zgodzie i harmonii. Niewygoda przedzierania się przez olbrzymie chaszcze i sięgające po pas zarośla były jedynym utrudnieniem w odkrywaniu historii. Serce zabiło mi mocniej, gdy nagle na jednym z grobów ukazało się nazwisko - Strzetelski. Jakież to było przeżycie! Wtedy uświadomiłem sobie, że przecież stąpam po ziemi, w której spoczywają moi przodkowie. Ziemi na której powiew ciepłego wiatru, wartkiego nurtu płynącego opodal Dniestru, łanów kwietnych, zielonych łąk i żywiczny zapach lasu zdaje się być czymś nadnaturalnym.





Wspólnie z przyjaciółmi oczyściliśmy zarośnięty grób i w skupieniu odmówiliśmy modlitwę „Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie” za wszystkich zmarłych spoczywających w tym miejscu. W zadumie zwiedziliśmy też dawny żydowski kirkut usytuowany opodal płynącego Dniestru, zanurzyliśmy w ciepłej wodzie nogi i w milczeniu wróciliśmy samochodem do Mariampola, po drodze podziwiając piękne widoki zielonej Ukrainy.
  
W kolejnej części przedstawię nazwiska osób pochowanych na cmentarzu w Uściu Zielonym oraz miejsca ich pochówku, które udało mi się sfotografować. 



KOMENTARZE

  • Saro, powiedz jak nazywa się Twój tato. Moja babcia również urodziła się w Uściu, jej nazwisko: Szumska. Może się pamiętają. Kilka lat temu udaliśmy się do Uścia. Był to dla niej pierwszy raz od wyjazdu. Spędziliśmy tam kilka godzin w wielkim pędzie. Przeżycie było dla nas wszystkich bardzo duże, a dla babci niczym sen - inaczej tego określić nie mogę.
    autor: Matt
  • Wczoraj zostawiłem wpis odnośnie Uścia Zielonego. Bardzo krytyczny. Nie został żaden ślaD po nim. Pewnie kolejny nie po linii wydawcy. Ten kraj zdechnie w swoim zakłamaniu przez takich ludzi jak wy. A może o to chodzi...
    autor: szkodagadac
  • Witam. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego wpisu. Moj ojciec urodził się w Uściu Zielonym. Po ucieczce nigdy już w tamte strony nie pojechał. Boi się do dziś. Ja natomiast bardzo chciałabym kiedyś odwiedzić to miejsce. Zazdroszczę przepięknej podróży. Mogłabym prosić o więcej zdjęć z Uścia?
    Pozdrawiam serdecznie.
    autor: Sara













środa, 4 kwietnia 2012

Kresowy Serwis informacyjny

Około trzech miesięcy temu dzięki pośrednictwu mojego kuzyna Stanisława Wodyńskiego, zostałem poproszony przez pana Bogadana Szarwiło, który jest redaktorem miesięcznika "Kresowy Serwis Informacyjny" ukazującego się w internecie, o zredagowanie i napisanie informnacji na temat Towarzystwa Naukowego we Lwowie i jego powiązań z rodziną Strzetelskich (patrz numer 3/2012, 10, str 5-8)
Tak rozpoczęła się moja przygoda dziennikarska. Obecnie ukazał się już kolejny, świąteczny numer KSI (patrz numer 4/2012, 11 str 12-15 oraz 47-49), w którym opisuję dość dokładnie postać mojego stryja Stanisława Strzetelskiego, przedwojennego dziennikarza i  wydawcy oraz późniejszego kierwonika sekcji Radia Wolna Europa w USA.
Zapraszam Państwa do śledzenia kolejnych wydań KSI, w których będę zamieszczał dalsze historie związane z moją rodziną. Oto link do KSI: 

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Ród jasielskich patriotów - Tadeusz i Anna Strzetelscy

Tak jak obiecałem, dzisiaj kolejny odcinek na temat rodziny Strzetelskich z Jasła. Tadeusz Strzetelski i Anna z Mendyków Strzetelska - to rodzina zananych przedwojennych księgarzy, którzy prowadzili księgarnię na jednej z głównych ulic Jasła. Artukuł, tak jak i poprzedni, ukazał się w "Obiektywie jasielskim" dnia 31.10.2011 na stronie 4, i został zredagowany i napisany w oparciu o bagata ikonografię rodzinną przez Panią redaktor Krystyne Olszewską, której tą drogą serdecznie dziękuję.  
Oto skan tego artykułu: - życzę miłej lektury. 


piątek, 9 grudnia 2011

Jasielskie Zagłębie Naftowe

Dzisiaj publikuję istny rarytas - książkę, którą zakupiłem we Wrocławiu od bardzo sympatycznego człowieka, którego dziadek prawdopodobnie przed wojną pracował na naftowych polach jasielskich i być może tam też zetknął się z moim stryjem Jerzym Strzetelskim. Książka została wydana w 1929 roku nakładem Izby Pracodawców w przemyśle naftowym w Borysławiu i jest autorstwa Jerzego Strzetelskiego - inżyniera górnczego. Została wydrukowana w Zakładach Graficznych AH Żupnik sp.z oo w Drohobyczu.
Książka ta zawiera również bardzo szczegółową geologiczną mapę poglądową zagłębia naftowego Jasła i bliskich mu okolic wykonana przez Jerzego. 

Izba Pracodawców w Przemyśle Naftowym w Krośnie , na zlecenie ówczesnego naczelnika Wydziału Naftowego w Ministerstwie Przemysłu i Handlu - pana H.Friedberga, zainicjowała już w roku 1922 pracę nad zbadaniem Zagłębia Jasielskiego pod względem jego wartości przemysłowej i zleciła opracowanie strukturalnej mapy Zagłębia. Opracowanie tego zadania powierzono właśnie inżynierowi Jerzemu Strzetelskiemu, mojemu stryjowi. Jednak po około dwóch latach, z powodu braku odpowiednich funduszy pracę zaprzestano. Jednak Jerzy, nie poddał się, powrócił do badań, finansując je już w większości z własnych zasobów finansowych i po przeszło 7 latach, w roku 1929, doprowadził je do końca. Efektem tego było ukazanie się tego właśnie opracowania.

Mapa ta jest dość znacznyc rozmiarów (80x100 cm), jest zeskanowana, a jaj rozmiar ma ponad 16 MB.

We wstępie tej pracy możemy przeczytać, że ..."praca inż Strzetelskiego jest wprawdzie tylko zarysem geologicznej budowy stosunkowo małego obszaru naszych Karpat, daje jednak bardzo obszerne pojęcie o przemysłowej wartości zagłębia jasielskiego i odpowiada na stawiane przez nas stale pytanie - gdzie wiercić? Uważając ninijeszą prace, traktującą zagadnienia geologiczne z górniczego punktu widzenia, a rozpoczętą przez naszą siostrzana instytucję w Krośnie, za pożyteczną dla przemysłu naftowego i chcąc dać wyraz uznania wytrwałej pracy autora, podjęliśmy sie jej wydania. - IZBA PRACODAWCÓW W PRZEMYŚLE NAFTOWYM W BORYSŁAWIU...".
 Jerzy pisze we wstępie, że książka ta jest ..."rezultatem kilkuletniej pracy, która nie wykracza poza ramy górniczej, wględnie stosowanej geologii, będacej właściwie rzemiosłem, a co najwyżej techniką górniczą. Opiera się na jak najdokładniejszych zdjęciach topograficznych, na centymetrowych pomiarach warstw"...;
I dalej pisze tak: ..."praca moja ma na celu jak najszersze spopularyzowanie stosowanej geologii"...; ..."wierzę mocno, że znajdziemy tam na wschodzie Zagłębia jeszcze znaczne ilości ropy..."; ..."szkic mój, być może stanie się podstawą do obliczenia zapasów ropy dla kawałka Karpat, jakim jest Zagłębie Jasielskie..."; ..."chciałbym, aby ten szkic był pierwszym krokiem na drodze praktycznych poszukiwań w zachodniej części polskich Karpat, to jet tam gdzie narodził się przemysł naftowy..." 

W książce są opracowane następujące fałdy geologiczne:
Najbardziej północnym jest fałd przebiegający przez Liwocz, Podzamcze, Kowalowy, Przybówkę, Bratkówkę, Odrzykoń, Zmiennicę, Turzepole, Górki, Strachocin, a wynurza się koło Sanoka. Następnym jest fałd Potok, zaczynający się w Sobniowie, przechodzi przez Krościenko, Roztoki, Sądkową, Dobrucową, Winnicę, Haczów, Trześniów. Trzecim jest fałd Żółków, Łaski, Wrocanka, Tarnowiec, Chlebna, Suchodół, Targowiska, Wróblik Szlachecki. Czwarty to fałd Łajsce, Łubno, Kopytowe, Rogi, Iwonicz, Głęboka. 
Kolejny fałd to fałd Bóbrka-Rogi (opisana tu jest kopalnia nafty w Łęzynach oraz Woli Jaworowej i Tokarni).
Następny opisany to fałd Harklowej oraz Kunowo, Biecz, Ciężkowice

Niestety nie jestem geologiem, jednak z lektury jakże interesującej dla mnie pozycji z punktu widzenia genealogii rodzinnej wnioskuję, że Jerzy Strzetelski był pionierm jeśli chodzi o w miarę dokładne opracowanie geologiczne poszczególnych fałdów w jasielskim zagłebiu naftowym. Dość dokładnie w przedstawionym przez siebie opracowaniu scharakteryzował poszczególne fałdy biegnące na lini takich miejscowości jak: Ciężkowice, Bobowa, Biecz, Gorlice, Jasło, Krosno, Dukla, Żmigród i Dębowiec (mapa geologiczna Zagłębia obejmuje właśnie te tereny). 



niedziela, 13 listopada 2011

Artykuł w "Obiektywie Jasielskim"

Dnia 24 sierpnia 2011 roku w lokalnym dwutygodniku "Obiektyw Jasielski" wydawanego przez Jasielski Dom Kultury http://jdkjaslo.pl/, w wrubryce "Zapomniani Jaślanie", na stronie 9, ukazał się artykuł o moim stryju, bracie mojego pradzaidka Kazimierza -  Jerzym Strzetelskim - geologu, postaci wielce interesującej, związanej z Jasłem i ziemią jasielską, jednak zapomnianej i niedocenionej po śmierci.
Serdecznie dziękuję Pani redaktor Krystynie Olszewskiej za napisanie tego artykułu.
Już teraz pragnę zaprosić na ciąg dalszy informacji o tych postaciach z rodziny Strzetelskich, którzy również byli związani z Jasłem i jakże piękną Ziemią jasielską. W kolejnych wydaniach Obiektywu Jasielskiego ukaże się historia Tadeusza Strzetelskiego i jego żony Anny - znanych przedwojennych księgarzy z Jasła. O wszystkim bedę informował na bieżąco.
Na razie poniżej przedstawiam skan artykułu pani redaktor Krystyny Olszewskiej pt. Zapomniani jaślanie - Jerzy Strzetelski (George). Życzę miłej lektury. 

wtorek, 8 listopada 2011

Koligacje rodziny Strzetelskich z Fulińskimi.

Po trudnych dla mnie tygodniach od czasu odejścia mojej mamy postanowiłem powrócić do publikowania historii rodziny Strzetelskich. Obecnie chcę się z Wami podzielić informacją zawartą na blogu prowadzonym przez Ewę Nadachowską Fulińską, córkę prof. Benedykta Fulińskiego, który był bratem mojej prababci Karoliny Strzetelskiej. Oto link do tego bloga i treść mówiąca o powiązaniu rodziny Fulińskich ze Strzetelskimi
Oto treść napisana przez Ewę Nadachowską Fulińską:  

Siostra naszego Ojca
Siostra naszego Ojca Karolina, nazywana w rodzinie Lolą, wyszła bardzo młodo za mąż za Kazimierza Strzetelskiego. Mama opowiadała mi o wakacjach, jakie rodzice spędzali na długo przed moim urodzeniem u wujostwa Strzetelskich. Mąż cioci Loli był leśniczym w Kałuszu, podkarpackiej miejscowości w Karpatach Wschodnich. Wynajmował tam dla rodziny Fulińskich gajówkę pięknie położoną w górzystym lesie. Jędrek i Jacek niezwykle mile wspominali te wakacje. Wspaniałe spacery, obfitość grzybów, jagód, zwłaszcza malin podobały się chłopcom. Jędrek będąc bardzo inteligentnym dzieckiem obserwował z zainteresowaniem piękną przyrodę karpacką. Była tam wielka obfitość gatunków zwierząt, między innymi węży. Jędrek orientował się doskonale, które są jadowite, a które nie. Łapał nieszkodliwe zaskrońce i popisywał się przed okolicznymi chłopami i robotnikami leśnymi, jaki to z niego ,,czarodziej" Obwiązywał sobie szyję wężem i dumnie z nim kroczył, a chłopi żegnali się mówiąc:Hospody pomyłuj! hadyna! hadyna! (gadzina! gadzina!). 
Kiedy byłam mała, wujek Kazik przyjeżdżał do nas czasem, być może załatwiać jakieś sprawy służbowe. Był dużym szpakowatym mężczyzną z wąsami i długą brodą. Pamiętam, że miał z nią sporo kłopotu podczas jedzenia zupy. Przytrzymywał ją jedną ręką, od czasu do czasu wycierając serwetką wąsy i brodę, na którą skapnęło parę kropel zupy. Malutką dziewczynkę, jaką byłam wtedy, dziwiło to i interesowało. Poza tym był przemiłym człowiekiem. Brał mnie na kolana i opowiadał śliczne bajki. Miał w tym zapewne wprawę, bo był ojcem licznego potomstwa. 
Strzetelscy mieli następujące dzieci:
Marię
Kazimierę, zmarłą w wieku 12 lat
Juliusza, który jako student Politechniki Lwowskiej brał udział w spisie ludności w 1921roku i w czasie tych czynności został zamordowany przez Ukraińców.
Stanisławę
Bolesława, ożenionego z Ukrainką i mimo to zamordowanego w 1942 roku przez Ukraińców.
Helenę
Erazma, inżyniera leśnika, zamordowanego przez Ukraińców w 1944 roku w nadleśnictwie Dolina.
Czesława
Henryka, zamordowanego przez Ukraińców w 1944 roku podKałuszem. 
Maria wyszła za mąż za Alojzego Kobyłeckiego, doktora praw i dyrektora Banku Polskiego. W czasie wojny Kobyłeccy z dwojgiem dzieci, Juliuszem i Marią Wiktorią, mieszkali u nas przez kilka tygodni. Nie znam przyczyny tego, ale przypuszczam, że uciekli przed Niemcami z Gdyni, gdzie Kobyłecki był dyrektorem banku. Po wojnie mieszkali w Krakowie. Mieli tu dom na Woli Justowskiej.  
Ercia znałam bardzo dobrze, gdyż mieszkał z nami, gdy studiował na wydziale leśnictwa  Politechniki Lwowskiej. Ukończył studia i pracował w nadleśnictwie Dolina w Karpatach Wschodnich. Tam spotkała go śmierć z rąk  Ukraińców. 
Czesio i Henio bywali u nas w domu w różnych okresach. Czesio studiował weterynarię i szybko ożenił się, jeszcze w czasie studiów. Był potem weterynarzem wojskowym i pułkownikiem WP. Po wojnie mieszkał z żoną i pięciorgiem dzieci w Krakowie. Henio zginął z rąk Ukraińców w czasie wojny.

Benedykt Fuliński z synem Jackiem i Czesiem Strzetelskim (na plecach)


Ciocia Lola była drobną, szczupłą kobietą. Miała prawdopodobnie niebieskie oczy, choć trudno to było stwierdzić, bo mrużyła je z powodu krótkowzroczności. Było to dziwne, bo nasz Tato miał doskonały wzrok i nie używał okularów do śmierci. Zwracały uwagę jej ręce - niezwykle wąskie, z długimi, cienkimi palcami. Te ręce, to była wspólna cecha rodzeństwa – mego Ojca i jego siostry.  Tę cechę uwypuklił ( jak często u niego karykaturalnie) Sichulski na portrecie Ojca. Ciocia Lola przyjeżdżała do nas przeważnie ze swą kilkunastoletnią córką Helą, blondynką ze złotym grubym warkoczem i lazurowo-niebieskimi oczyma. Te piękne oczy były jednak zagrożone ślepotą. Ciocia szukała u specjalistów lwowskich ratunku dla swej córki. I prawdopodobnie udało się. Nie wiem tego dokładnie, ale chyba uniknęła kalectwa. Pamiętam, że ilekroć przyjeżdżała do nas ciocia Lola, wspominała swą dawno zmarłą 12-letnią córkę Kazię. Mówiła ile by to teraz miała lat, wyciągała chusteczkę z kieszeni i ocierała łzy.
Oboje Strzetelscy zmarli w czasie wojny w 1940 roku w swoim domu w Kałuszu. Na szczęście nie doczekali tragicznej śmierci swoich trzech synów: Bolka, Ercia i Henia.