Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia Kresów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia Kresów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 stycznia 2015

Borysław - miasto które wyrosło na nafcie...


Po dość szybkim dotarciu do Borysławia, który usytuowany jest przecież około 10 km od Drohobycza, odszukaliśmy nowo wybudowany kościół, poświęcony w sierpniu 2013 roku. Usytuowany jest on na dawnym zniszczonym polskim cmentarzu. To tam właśnie na zapleczu kościoła mieszkają Siostry Służebniczki Starowiejskie, których wspólnota jeszcze przed II wojną światową miała w tym mieście kilka placówek. I prawie po 80 latach powróciły tu znowu zaproszone do współpracy przez oo. Redemptorystów. Obecnie wspólnotę tę tworzą dwie siostry: siostra Teresa z Polski i siostra Nina z Ukrainy. W chwili naszego przyjazdu, obecna jedynie siostra Nina, gospodarz tego miejsca, przyjęła nas bardzo serdecznie, udostępniła kuchnię i dwa pomieszczenia, w których mogliśmy się przespać.


Na zapleczu kościoła w Borysławiu - stoją od prawej strony: Marcin, Wasyl, siostra Nina, Olena i ja
Po rozpakowaniu i wykąpaniu się, zrobiliśmy kolację i do późnych godzin nocnych rozmawialiśmy o naszej wyprawie, o odkrywaniu licznych śladów polskości na terenach dawnych Kresów, o genealogii Polaków i historii Borysławia. Siostra Nina, wyjątkowej urody, a przy tym ciepła i radości osoba, z wielkim zainteresowaniem słuchała naszych opowieści, a na koniec zaproponowała nam by następnego dnia pojechać do pobliskiego Truskawca i spotkać się z księdzem proboszczem oraz tamtejszym kościelnym - panem Stanisławem Czaplą. Pomimo późnej już pory zatelefonowała do oo. Redemptorystów, którzy sprawują pieczę nad parafią obejmującą Borysław i Truskawiec z prośbą o przyjęcie nas w dniu następnym. Jednak w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczaliśmy, że nasz pobyt w tym miejscu pozwoli nam zobaczyć ten niegdyś wspaniały kurort oczami człowieka, który już przez prawie 50 lat mieszka i zajmuje się polskim kościołem pod wezwaniem Najświętrzej Marii Panny.
Ale o tym za chwilę.


Słów parę na temat Borysławia

Borysław po raz pierwszy wspomniany jest w dokumentach z 1387 roku. To jedyne na świecie miasto, położone na złożach ropy naftowej. Od niepamiętnych już czasów na jego terenie ze szczelin ziemi samoczynnie wypływała gęsta czarna ciecz, zwana „olejem skalnym”. Pokrywała pola i wpływała do przepływającej przez miasto rzeki Tyśmienicy. Znana przedwojenna piosenka śpiewana w tamtej okolicy mówiła tak: ..."Tyśmienica piękna rzeka, najpiękniejsza z naszych rzek, kto ją widzi to ucieka, tak cuchnący jest jej brzeg...". Ropa była stosowana zarówno do rozpalania mokrego drewna jak i do nasączania pochodni oraz konserwacji gontów na dachach jak i do smarowania osi kół wozów. Jednak w miarę upływu lat popyt na naftę i jej pochodne ciągle wzrastał, co przyczyniło się do wzrostu jej wydobycia.

Fot. CBN Polona

Już w latach 70-tych XIX wieku, na terenie Borysławia było prawie 13 tysięcy punktów wydobycia ropy naftowej, a miasto dawało pracę ponad 10 tysięcy ludziom. Już na początku XX wieku udział borysławskiej ropy naftowej na rynku światowym, wynosił około 5%. Rocznie wydobywano do 2 mln ton ropy, co uczyniło to miasto znanym na całym świecie. Jednak Borysław nie uchronił się również licznych katastrof ekologicznych w tym czasie. I tak w roku 1908 z wiertniczego otworu szybu kompanii „Oil City” w Tustanowicach buchnął z głębokości 1 km słup ropy na wysokość ponad 100 m. Z tej „fontanny” wydobywało się 3000 ton ropy na dobę. Kolejnym nieszczęściem było uderzenie pioruna w jeden z szybów, co wywołało ogólna panikę i wielkie zagrożenie spalenia całego miasta. Olbrzymi pożar gaszono prawie miesiąc. Nikt nie dbał w tym czasie o ochronę środowiska. Powietrze było ciężkie od wydobywających się gazów, rośliny pokrywała warstwa ropy, a woda nie nadawał się do picia. Ale za to ropy było pod dostatkiem. Było to typowe przemysłowe miasto, w którym bieda i bogactwo stale się ze sobą mieszało. Z jednej strony wspaniałe bogate wille, doskonale zaopatrzone sklepy, a z drugiej drewniane szopy z piętrowymi łóżkami dla kopalnianych robotników. Borysław nie był miastem pięknym. Było to miasto chaotyczne pod względem urbanistycznym. Z jednej strony ulic niedbale porozrzucane kamienice, a po drugiej warsztaty i szyby naftowe. Jednak było to miasto wielokulturowe, gdzie kwitło też życie towarzyskie i kulturalne. Można tu było spotkać Juliusza Osterwę, Stefana Jaracza, Ludwika Solskiego czy Mariana Hemara. Dzięki dość szybkiemu wzrostowi wydobycia ropy naftowej w I połowie XIX wieku Borysław został połączony z Tustanowicami wraz z pobliskimi przysiółkami w jedną miejscowość - i tak w 1933 roku uzyskał prawa miejskie. W Borysławiu przed wojną było sześć cerkwi prawosławnych, dwie synagogi oraz trzy kościoły katolickie: św. Barbary, Chrystusa Króla i Matki Boskiej Królowej Polski. Wówczas było to trzecie, pod względem obszaru miasto po Warszawie i Łodzi. A dzisiaj? Dziś Borysław to prowincjonalne miasto, w którym chyba niewiele się dzieje. Mijający się na ulicy ludzie sprawiają wrażenie jakby smutnych, zatroskanych. Ciągłe braki w zaopatrzeniu w wodę, która w Borysławiu jest towarem deficytowym, brudne, dziurawe ulice i smród palonych wokoło śmieci sprawiają wrażenie miasta zaniedbanego, któremu brakuje prawdziwego gospodarza.

http://polona.pl/item/585333/0/

Opuszczony pobliski polski cmentarz, usytuowany na Hukowej Górce jest również zaniedbany. To tu spoczywa pionier przemysłu naftowego Jan Zech. Niestety jego grobu już nie ma - został zdewastowany w latach 60-70 XX wieku. Zarośnięte mogiły, poprzerastane wysokimi siewkami drzew, plątaniną krzaków i wszelkiego rodzaju zielskiem krzyczą o ratunek. Wprawdzie widać prowadzone gdzieniegdzie prace porządkowe związane z wyrębem starych drzew, ale odnosi się wrażenie, że powodują one więcej złego jak dobrego. Porozbijane i uszkodzone polskie nagrobki świadczą o tym, że prace te prowadzone są w sposób mało przemyślany, a wręcz chaotyczny. Pozostałości tej polskiej nekropolii wręcz wołają o jej ocalenie i dlatego chcąc zachować dla potomnych informację o tym miejscu sfotografowaliśmy prawie wszystkie nagrobki z polskimi napisami, które w większości zostały udostępnione na stronie Genealogii Polaków.
Poniżej możecie zobaczyć wybrane zdjęcia zrobione w tym miejscu.











W tym miejscu na Hukowej Górce znajdował się w XX wieku polski rzymsko katolicki cmentarz (tak brzmi napis na tablicy)


W latach 1944-1946 władze sowieckie przeprowadziły wobec Polaków akcję wysiedleńczą oraz pozbawili wiernych obu rzymskokatolickich świątyń znajdujących się przed II wojną w Borysławiu. Po rozpadzie ZSRR miasto administracyjnie weszło w skład Ukrainy Kościoły rzymskokatolickie nie zostały jednak zwrócone wiernym, a przekazane cerkwi greckokatolickiej i prawosławnej. W 2012 roku oddano do użytku nowo wybudowany - kosztem darczyńców polskich i Polonii zagranicznej - kościół rzymskokatolicki pod wezwaniem św. Barbary.

Słów parę na temat parafii w Borysławiu.
W 1885 roku w przysiółku Tustanowic Wolance, dzięki górnikom wydobywającym ropę naftową, zbudowano drewnianą kaplicę, która stała tu przynajmniej do I wojny światowej. W roku 1890 ustanowiono tu filię drohobyckiej parafii. W roku 1902 w Wolance kosztem parafian i przemysłowców ropy naftowej zbudowano murowany kościół pod wezwaniem św. Barbary, którego architektem był Stanisław Majesrki. Kościół został konsekrowany w 1903 roku. W głównym ołtarzu znajduje się obraz świętej Barbary, który został namalowany przez Antoniego Popiela, autora pomnika Adama Mickiewicza we Lwowie. Do początku lat 30-tych parafia liczyła około 10 tysięcy wiernych, zaś po założeniu parafii Borysław i włączeniu w jej skład pobliskich wsi, co miało miejsce w 1932 roku, liczba ta zwiększyła się dwukrotnie. Wiernych obsługiwał ksiądz A. Osikowicz, który za pomoc Żydom, w czasie wojny został przewieziony do obozu koncentracyjnego na Majdanku, gdzie zmarł w 1943 roku. Obecnie prowadzone jest Jego postępowanie beatyfikacyjne. Po wojnie w 1946 roku większość parafian wyjechał do Polski, zabierając ze sobą część mienia kościelnego ze świątyni parafialnej. Kościół zamknięto i zamieniono na cerkiew prawosławną, a potem w czasach komunizmu zamieniono na magazyn. Obecnie jest to cerkiew świętej Anny.
W Borysławiu brakowało jednak kościoła rzymsko-katolickiego. Zresztą, nie było też zbyt wielu katolików. Dopiero w latach 1995-98 wybudowano tymczasową drewnianą kaplicę pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy, która została usytuowana na miejscu dawnego polskiego cmentarza. Jednak w roku 2005 kaplica spłonęła. Na jej miejscu wybudowano murowany nieduży kościółek, który został konsekrowany w 2013 roku. Już od lat 20-tych XX wieku dokładano starań, aby rozpocząć budowę filialnego kościoła w Mraźnicy lecz ze względu na trudności finansowe i organizacyjne świątynię zbudowano dopiero w 1934 roku. W kwietniu tegoż roku została ona poświęcona pod wezwaniem Chrystusa Króla. Mraźnicką świątynię zamknięto jeszcze w 1939 roku, zaś w 1991 zamieniono ją na cerkiew prawosławną patriarchatu moskiewskiego, po czym została częściowo przebudowana. W Hubieszach wybudowano murowany filialny kościół, który w 1936 roku poświęcono p od wezwaniemNajświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Jednak po wojnie kościół zamknięto i umieszczono w nim magazyn soli, która go sukcesywnie niszczyła. Pod koniec lat 60-tych XX wieku świątynię całkowicie rozebrano.
Przed wojną w Borysławiu pracowały Siostry Służebniczki, które między innymi opiekowały się sierocińcem. Obecnie Posługę duszpasterską w Borysławiu od 1990 roku, pełnią Ojcowie Redemptoryści Prowincji Warszawskiej, którzy prowadzą także parafię w Truskawcu, przy której mieści się ich dom zakonny.


W sierpniu 2013 roku swoją pracę w Borysławiu rozpoczęły Siostry Służebniczki Starowiejskie, które zamieszkały na zapleczu nowo wybudowanego kościoła. Jedna z nich siostra Nina przyjęła nas i ugościła iście po królewsku. Po sfotografowaniu cmentarza w Borysławiu oraz oglądnięciu miasta i dawnego kościoła Św. Barbary, tuż przed południem, udaliśmy się do Truskawca, gdzie spotkaliśmy się z przemiłym przyjęciem pana Stanisława Czapli, który w sposób wyjątkowy przedstawił nam historię tego wspaniałego miasta.
Ale o tym napisze już w następnej części mojego sprawozdania.

cdn

wtorek, 30 września 2014

Drohobycz - miasto w któym żył i umarł mój pra pra dziadek Artur...

Na temat Drohobycza, miasta leżącego na pogórzu karpackim, oddalonego o około 60 km od obecnej polskiej granicy, powiedziano i napisano już właściwie wszystko. A jednak moja i moich przyjaciół wizyta w tym mieście spowodowała, że z wielkim zaciekawieniem wysłuchaliśmy nieznanej nam opowieści o historii gotyckiego kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Bartłomieja, odwiedziliśmy miejsce w którym urodził się i mieszkał Bruno Schultz, a na koniec na tamtejszym cmentarzu odnalazłem grobowiec mojego pra pra dziadka Artura Strzetelskiego.
Ale zacznijmy od początku. 


Po zjedzeniu smacznego obiadu postanowiliśmy przynajmniej przez krótką chwilę zobaczyć miasto, którego historia sięga aż średniowiecza. To tu za czasów Rusi Halickiej istniały kopalnie soli. Jak ważne było jej wydobycie niech świadczy fakt, że w herbie miasta umieszczono dziewięć głów soli zwanych topkami. Rynek to serce Drohobycza. Na jego środku stoi ratusz wzniesiony w latach 20-tych XX wieku. Jego fasada ozdobiona była rzeźbami gryfów, które niestety zostały zniszczone w czasach radzieckich. To tu znajduje się siedziba władz miejskich. Przechodząc przez rynek mijaliśmy po drodze zwykłych ludzi spieszących z pracy do domu. Siedząca na ławkach młodzież żywo o czymś dyskutowała. Matka karciła niesforne dziecko, a z przeciwległego końca rynku dobiegała melodia granych na akordeonie ukraińskich dumek. Czas płynął bardzo leniwie i spokojnie. Można było odnieść wrażenie, że jesteśmy w którymś z miasteczek na wchodzie Polski. Tylko, że tu mijani przez nas ludzie mówili po ukraińsku.

Ratusz w Drohobyczu


To właśnie stąd, z tego niewielkiego, galicyjskiego miasteczka pochodzi lub jest z nim związanych wiele bardzo znanych osób. To tu urodził się malarz Artur Grottger, poeta Kazimierz Wierzyński, hetman wielki koronny Wacław Rzewuski, malarze Maurycy i Leopold Gotlieb czy ukraiński pisarz Iwan Franko. Jednak nikt nie rozsławił tego miasta tak jak polski pisarz i rysownik żydowskiego pochodzenia Bruno Schulz, który urodził się w 1892 roku. Wtedy to, na przełomie wieków Drohobycz był niedużym, kresowym miasteczkiem. Na pocztówkach i zdjęciach z tego okresu widać niewielkie parterowe domki. Tylko nad miastem górowała bryła ceglanej, gotyckiej fary wraz z dzwonnicą. 


Udaliśmy się więc w stronę gotyckiego kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Bartłomieja. Chcieliśmy zwiedzić tę świątynię, o której dane nam było czytać w licznych przewodnikach, a która przez wieki opierała się licznym najazdom Tatarów, Turków czy Kozaków. Jednak w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczaliśmy, że dane nam będzie dosłownie dotknąć historii i na dobre "utonąć" w opowieści jakże sympatycznego Pana Stanisława Winiarza - kościelnego opiekującego się tą świątynią. Jego wspaniała, jakże barwna opowieść o historii drohobyckiej fary przeniosła nas w dawne czasy.


Oczami wyobraźni zobaczyliśmy okrutną rzeź wiernych, którzy zabarykadowali się w kościele przed najazdem Kozaków w 1648 roku, Do dzisiaj na ścianie kościoła widać znak pokazujący do jakiej wysokości leżały ciała pomordowanych wiernych. Zrobiło to na nas bardzo przygnębiające wrażenie. Wewnątrz świątyni zachowało się mnóstwo dawnej polskiej symboliki. Świątynia została ufundowana przez Władysława Jagiełłę w 1392 roku i szczyciła się bogatym barokowym wnętrzem oraz pięknymi polichromiami i witrażami. Był to jeden z najpiękniejszych kościołów na Kresach. Przetrwał nie tylko najazdy tatarskie ale i dwie wojny światowe. Dopiero sowieci doprowadzili go do ruiny i zniszczenia. Piękne rzeźbione ołtarze i cenne obrazy spalono, a zabytkowe, trzyćwierciowe organy sprzedano za 300 rubli do Gruzji, gdzie w czasach sowieckich urządzano wówczas bardzo modne koncerty organowe. Polichromie zdarto lub zamalowano, a całą świątynię zamieniono najpierw na salę gimnastyczną, a potem na magazyn papieru. Wewnątrz zachwyciły nas niezwykłe rozwiązania architektoniczne, piękny, szeroki chór, który w częściach naw ma okrągłe otwory. Powoduje to, że miejsca te wyglądają jak osobne kaplice. Ogromne drewniane tablice ze spisaną po łacinie historią tego miejsca, na szczęście zachowały się prawie w całości. Także średniowieczne freski cieszą oczy swym pięknem.
Legenda głosi, że przy budowie kościoła, ufundowanego przez Władysława Jagiełłę w 1392 roku, znaleziono stopę, dłoń i głowę słowiańskiego bożka. Zostały one wmurowane w ścianę kościoła i stąd powstało przysłowie "ręka, noga, mózg na ścianie".


To absolutna perła polskiej kultury i architektury w tym miejscu, stale odnawiana i restaurowana. Po jej odzyskaniu w 1989 roku wierni odrzucili propozycję Kościoła Prawosławnego, który chciał przejąć kościół dając w zamian miejsce pod budowę innego. Poniżej prezentuje parę zdjęc zrobionych wewnątrz kościoła. 



Polacy mieszkający w Drohobyczu, dzięki swej determinacji, nieustającej modlitwie i wsparciu wielu osób, w tym również odwiedzających rodaków z Polski utrzymują świątynię. I my również złożyliśmy drobny datek. Byliśmy tak zauroczeni pięknem tego miejsca, że nawet nie zauważyliśmy kiedy minęła kolejna godzina naszego pobytu w tym mieście. Spojrzeliśmy na zegar - była już prawie piąta po południu, a my w dalszym ciągu nie wiedzieliśmy gdzie i czy w ogóle uda się nam załatwić nocleg. Wprawdzie wyjeżdżając z Przemyśla droga Siostra Krystyna zapewniała nas, że na pewno będziemy mogli zatrzymać się w Borysławiu u Sióstr Służebniczek Starowiejskich, które na zapleczu nowo wybudowanego kościoła otworzyły swój klasztor. Nie wiedzieliśmy jednak czy siostry wiedzą o naszym przyjeździe i czy nas przyjmą. Dlatego też pożegnaliśmy się z panem Stanisławem dziękując mu za wspaniałą lekcję historii i udaliśmy się jeszcze na poszukiwanie śladów mieszkającego i tworzącego w Drohobyczu Brunona Schulza.
Nieopodal kościoła, znajduje się dom, w którym on mieszkał do czasów II wojny światowej. Informuje o tym niewielka tabliczka. Jednak domu przy rynku, w którym mieścił się sklep bławatny ojca Brunona już dawno nie ma. To ten właśnie sklep opisał przepięknie Schulz w „Sklepach cynamonowych”, których śladów niestety próżno szukać w całym mieście. Nie ma też Żydów, Ukraińców, Polaków i Niemców żyjących jak jedna społeczność. Na jednej z uliczek prowadzącej w stronę Rynku znajduje się wmurowana w 2010 roku tablica mówiąca o tym, że w tym miejscu dnia 19 listopada 1942 roku zginął zastrzelony przez gestapowca wielki artysta, drohobyczanin - Bruno Schultz. 



W wielkiej zadumie i refleksji, mając nadzieję na rychły tu powrót opuszczaliśmy to gościnne miasto. Tyle tu przecież jeszcze do zobaczenia.
Poniżej prezentuję film o historii kościoła w Drohobyczu, który nakręciłem w trakcie opowieści pana Stanisława Winiarza. Można się z niego dowiedzieć skąd pochodzi powiedzenie "Ręka, noga. mózg na ścianie" oraz wiele interesujących wątków z historii tej świątyni. 
Oto link:

https://www.youtube.com/watch?v=EAxkuSowHgI

Wiedząc że z miejscem tym związany był mój pra pra dziadek Artur Strzetelski, postanowiliśmy  - utwierdzeni i zachęceni zresztą przez Pana Stanisława - odwiedzić stary polski cmentarz w Drohobyczu. 
Jest to jeden z najstarszych cmentarzy na Ukrainie, na którym spoczywają Polacy. Został on założony w 1790 roku i jest tylko o 4 lata młodszy od lwowskiego Cmentarza Łyczakowskiego. Można tam jeszcze znaleźć nieliczne groby austriackich urzędników z XVIII wieku. Jednak najbardziej okazałe mogiły należą do polskich właścicieli ziemskich oraz tych, którzy w XIX wieku zdobyli ogromne fortuny na wydobyciu ropy w leżącym opodal Borysławiu. Cmentarz pomimo tego, że zajmują się nim zarówno Polacy mieszkający jeszcze w Drohobyczu jak i wielu rodaków, którzy przyjeżdżają na groby swoich bliskich i krewnych sprawia wrażenie opuszczonego i takiego miejsca na którym właściwie niewiele się dzieje. Wokoło możemy znaleźć pełno zarośniętych, nie plewionych grobów, poniszczonych i połamanych nagrobnych zdjęć. Gdzieniegdzie widać też porozbijane nagrobne tablice. Wszytko to sprawia niezbyt korzystne wrażenie. Jednak trzeba przyznać, że widać również postępujące prace - niektóre grobowce są odnawiane, kaplicom cmentarnym przywraca się dawny blask, podobno też wszystkie zachowane mogiły zostały skatalogowane przez miejscowych Polaków. Wszystko to jednak wymaga nie tylko ogromnego nakładu pracy ale i znacznych kosztów, które przy obecnej sytuacji panującej na Ukrainie wydają się być mało osiągalne. Dlatego każda najmniejsza nawet pomoc, nie tylko materialna ale i w formie wolantariatu przy osobistej pracy oczyszczania i odnawiania nagrobków wydaje się być niezmiernie cenna. Nie pozwólmy by tą wspaniałą polską nekropolię spotkał podobny los zapomnienia i wymazania z powierzchni ziemi jak np. w Stanisławowie czy wielu innych dawnych miejscowości na terenach polskich kresów. 
Po wejściu na cmentarz postanowiliśmy sfotografować jak najwięcej grobów by móc je potem udostępnić w bazie Genealogii Polaków. Zajęło nam to ponad godzinę. Poniżej parę zdjęć najbardziej ciekawych i interesujących nagrobków. 


W tym czasie przeszedłem prawie cały cmentarz w poszukiwaniu grobowca mojego pra pra dziadka Artura Strzetelskiego. Myślę, że to on wlaśnie prowadził mnie alejkami tej nekropolii by w końcu doprowadzić do celu. Bo własnie w chwili gdy zamierzałem opuścić to miejce zauważyłem piękną nagrobną fotografię na jednym z nagrobków. Zapragnąłem zobaczyć ją bliżej, wspiąłem się więc na wysoki grobowiec. Zrobiłem zdjęcie, ostatnie zdjęcie, gdyż właśnie w tej chwili bateria padła i aparat się zamknął. Zrezygnowany odwróciłem się i stanąłem jak wryty. Stałem naprzeciwko grobowca mojego pra pra dziadka Artura Strzetelskiego. Napis na nim nie klamał. Trudno opisać moją radość. Zmówiłem "wieczne odpoczywanie" za spokój jego duszy i zawołałem na znajdujących się w drugiej części cmentarza Marcina i Olenę. Zaraz też zjawili się koło mnie. Na szczęście aparat Marcina był sprawny, więc udało się uwiecznić okazały grobowiec i mnie stojącego przy nim. Sama bryła nagrobka mimo upływu ponad 100 lat zachowała się w bardzo dobrym stanie. Wymaga jednak regularnego czyszczenia i odchwaszczania, więc postanowiłem, że przynajmniej raz w roku będę odwiedzał to miejsce.


Pełni wrażeń i pozytywnych emocji opuściliśmy Drohobycz i udaliśmy się w kierunku Borysławia. Dzięki temu, że udało się nam dodzwonić i powiadomić o naszym przyjeździe siostry przebywające w nowo wybudowanym kościele, który stanął na placu po zniszczonym cmentarzu polskim w Borysławiu, mogliśmy zatrzymać się tam na dłużej. Bardzo miła i wyjątkowej urody siostra Nina przyjęła nas z otwartymi rękami i udostępniła nam pomieszczenia do spania. Przez kolejne dwa dni była to nasza baza wypadowa do Truskawca i okolic Boryslawia.
Ale o tym to już w następnym odcinku mojej opowieści.

cdn 





KOMENTARZE

  • Mój mąż urodził się w Drohobyczu jako 2 letnie dziecko opuścił razem z całą rodziną swoje rodzinne strony pozostawiając tam dorobek życia kilku pokoleń ,/domy ,ziemię ,sady,zakład masarski i grobowiec rodzinny o którym wiele słyszał od Mamy i od starszej kuzynki która opuszczając rodzinne strony miała 17 lat. Nigdy nie miał okazji pojechać na grób dziadka i wujka .1 listopada 2015 rok godzina 20 ta to ja jego żona znając historię rodziny męża wystukałam na klawiaturze cmentarz Drohobycz i o dziwo zobaczyłam że jest wykaz grobów wg alfabetu i bez problemu odnalazłam Stanisław Sobolski i Janta Antoni ,mąż się rozpłakał bo pierwszy raz w życiu zobaczył rodzinny grobowiec o którym tyle słyszał od Mamy.Do póżnych godzin nocnych oglądaliśmy zdjęcia nigdy nie myślał że kiedykolwiek będzie mógł zobaczyć grobowiec rodzinny .Były to tylko jego marzenia i paląc świeczki na grobach zaniedbanych w Polsce mówił a może ktoś zapali na grobie dziadka .Marzenia się spełniają Dziękuje Roman z Podkarpacia
    autor: ELBA
  • Paulina Stadler i Edmund Wojtasiewicz są moimi dziadkami. Proszę o ewentualny kontakt: amelia455@wp.pl
    autor: ŁukaszŁukasz Wojtasiewicz
  • Szanowny Panie 
    W sprawie grobu pradziadka Artura Strzetelskiego proszę się odezwać na maila adam-ch(at)mail.lviv.ua
    autor: józef chforumrowerowe.org
  • Zapraszam do akcji Podaruj Znicz na Kresy
    autor: alison
  • Zapraszam do akcji Podaruj Znicz na Kresy
    autor: alison
  • Jak się chodzi po Drohobyczu to czasem słychać jeszcze echo bryczki sprzed 1939 - a może mi się wydawało . hmm.....